Historia chłopca, który mimo bardzo trudnego dzieciństwa nigdy nie przestał się uczyć — i dziś studiuje dzięki wsparciu fundacji i darczyńców.
Strona główna / Historie
Dzieciństwo Jacoba nie było łatwe. Jego matka odeszła z domu, gdy był bardzo mały, i rodzina straciła z nią kontakt na zawsze. Ojciec oddał chłopca pod opiekę krewnych — najpierw ciotki w sąsiednim Togo, potem kuzynki. Jacob dorastał jako tak zwany „domestique” — dziecko, które mieszka i wychowuje się w rodzinie krewnych, ale musi odpracowywać swoją obecność: zamiatał podwórko, nosił wodę, sprzedawał drobne towary z tacy noszonej na głowie, pracował w ogrodach i przy hodowli kur.
Mimo tak trudnych warunków Jacob nigdy nie przestał chodzić do szkoły — i zawsze uczył się wyjątkowo dobrze. Rodzina, u której mieszkał, nie miała odwagi zabrać go ze szkoły, bo jego wyniki były na to zbyt dobre. W zeszłym roku zdał maturę za pierwszym podejściem — w Togo to rzadkość — wyłącznie dzięki własnej determinacji i zdolnościom.
Marzył o studiowaniu agronomii, ale nie miał na to pieniędzy. Jedyną pracą, jaką znalazł, była pomoc przy budowie: dźwiganie worków cementu w pełnym słońcu, przenoszenie piasku i wody. Mieszkał na terenie niedokończonej budowy w zamian za jej pilnowanie. Gdy poznaliśmy jego historię, zachęciliśmy go, by nie rezygnował ze swojego marzenia.
Sprawy potoczyły się szybko. Okazało się, że w lutym rusza nabór na fizjologię i biologię roślin na Uniwersytecie w Lomé, z możliwością dalszej specjalizacji z agronomii. Fundacja pokryła wpisowe, przyjaciele z Lomé zaoferowali Jacobowi dach nad głową, a poznani niedługo potem darczyńcy z Polski zadeklarowali pokrycie kosztów jego utrzymania podczas studiów — wyżywienia, transportu i dostępu do internetu. Jacob otrzymał od nas komputer oraz telefon z dostępem do sieci.
Dziś Jacob studiuje i regularnie informuje nas o swoich postępach. To nie koniec trudnej historii, lecz początek zupełnie nowej — takiej, w której nie jest już sam.